niedziela, 18 października 2020

Bad Girl 80

 No dobra, więc macie nową notkę. Zakończyłam poprzednią zostawiając pewnie pytania co się wydarzy, więc oto jest nowa. Nie wiem czy za tydzień pojawi się kolejna, chociaż jest napisana, ale widząc jak ''ochoczo'' komentujecie bardzo się nad tym zastanowię. Nie obiecuje. No chyba, że zaczniecie doceniać to, że po tylu latach dalej dla Was pisze i napiszecie komentarze pod notką. Jeżeli jednak się pojawi nowa to albo tutaj albo na TLISU, bo widziałam tam komentarze, że też niektórzy czekają na ciąg dalszy.

Zapraszam do czytania.


                                                     *****


Jadłam sobie spokojnie pizze i piłam drinka, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Nie za późno na wizyty? Nie przeczę, że po ostatnim trochę się bałam iść i otworzyć. Chwilę poczekałam mając nadzieje, że ten ktoś sobie po prostu pójdzie. Znowu ta osoba zapukała. Wytarłam dłonie i usta po jedzeniu i wstałam. Ostrożnie podeszłam do drzwi i po cichu. Biłam się z myślami, ale jakoś się odważyłam i otworzyłam. Przede mną stał mężczyzna w kapturze i przewiązanym na pół twarzy szalikiem. Patrząc na panującą pogodę nie zdziwił mnie jego ubiór.

- O co chodzi? - zapytałam. Chwilę milczał i tylko się patrzył – Stało się coś? - nagle się ocknął.

- Yyy .. przepraszam, że niepokoję o tej godzinie, ale mam problem z autem – powiedział dość niskim głosem i wskazał na pojazd za sobą. Spojrzałam. Faktycznie stało tam auto.

- To pewnie wina pogody. Jak mogę pomóc? Nie za bardzo się na tym znam.

- Mógłbym zadzwonić? - nie byłam przekonana do tego pomysłu, żeby wpuszczać obcego faceta do domu i to jeszcze wieczorem.

- Przykro mi, ale nie wpuszczę Pana – patrzyłam mu w oczy i … nie .. muszę z tym przestać, bo zaczynam mieć jakieś zwidy.

- Ale naprawdę tylko zadzwonię i poczekam w aucie. Utknąłem tutaj.

- Proszę zapukać do innego domu – chciałam zamknąć drzwi, ale wsadził stopę między drzwi – Co Pan robi?! - trochę się przestraszyłam.

- Chciałem jeszcze coś powiedzieć – był silniejszy i z powrotem otworzył drzwi szeroko. Naprawdę bałam się, że to kolejny, który chce mi coś zrobić. Jednak On zaczął odwiązywać szalik z twarzy i po chwili moim oczom ukazał się …

- … Mike ... ? - gdyby ktoś stał teraz z boku to by pomyślał, że zobaczyłam ducha. Właśnie taką miałam minę.

- Tak .. - uśmiechnął się – Czy teraz mogę wejść? - wpuściłem Go bez słowa i zamknęłam drzwi.

- Co Ty tutaj robisz? - nadal byłam w szoku – Ale … jak … skąd .. nie rozumiem .. - ściągnął kurtkę i buty. Zaprowadziłam Go do salonu i się mu przyglądałam – Siadaj .. - sama aż też usiadłam.

- Po prostu przyleciałem .. - usiadł naprzeciwko.

- Tak po prostu? Po pół roku? Czemu? - teraz sobie zdałam sprawę jak bardzo za nim tęskniłam.

- Rose .. musimy porozmawiać …

- Chyba wszystko zostało powiedziane … - spojrzałam na swoje dłonie.

- Też tak myślałem .. ale dziś … okazało się, że najważniejsze nie zostało powiedziane ..

- Więc słucham .. w ogóle powiedź mi co to za akcja z tym autem?

- A bo chciałem Ci się pokazać w środku, ale nie wyszło.

- Jestem ostrożna. Dlatego .. ale oczy Cię zdradziły ..

- Widać nie do końca .. chce Ci najpierw powiedzieć, że .. po naszym rozstaniu .. było mi strasznie ciężko … przepłakałem wiele nocy ..

- Mike .. domyślam się … ponieważ ja przechodziłam dokładnie to samo .. plus jeszcze poczucie winy, że to ja zniszczyłam ..

- Nie .. to nie prawda ..

- Mike .. oboje wiemy ..

- Rose .. posłuchaj … dziś się wszystko wyjaśniło … nie zdradziłaś mnie .. - patrzyłam na niego i nie rozumiałam jego słów. Wstałam i podeszłam do okna.

- Masz rację .. bo nie chciałam tego .. nawet nie byłam świadoma … ale sam fakt, że .. - poczułam jego dłoń na ramieniu. Odwróciłam się.

- Do niczego nie doszło .. - wyciągnął dyktafon z kieszeni i włączył. Poznałam głos Sally i Erica. Słuchałam tej rozmowy i przy samym końcu nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Aż usiadłam, oparłam łokcie na kolanach i schowałam twarz w dłoniach.

- Czemu On to zrobił?

- Chciał nas rozdzielić.

- I udało mu się – poczułam jak łzy mi się zbierają do oczu. Poczułam jego dłonie na swoich, gdy odsłaniał mi twarz. Spojrzałam na niego. Kucał przede mną.

- Kochasz mnie nadal? - patrzył mi w oczy – Bo ja Cię nigdy nie przestałem .. nawet na chwilę … nawet wtedy, gdy myślałem, że jednak coś było …

- Ja też nigdy nie przestałam … nie masz pojęcia jak często ostatnio chciałam abyś tutaj był .. ze mną … - popłakałam się – Ale tych sześć miesięcy nikt nam nie zwróci – wziął w łapki moją twarz.

- To nie ma znaczenia … zacznijmy wszystko od nowa … przysięgam, że tym razem będzie inaczej .. już nigdy nikogo nie będę słuchał na temat naszego związku, a już na pewno nie dam się szantażować .. będę też częściej w domu ..

- Mike …

- Wiem, że tego nie wymagasz, ale ja sam chce. Byłem pracoholikiem i nie widziałem jakie mam szczęście dopóki tego nie straciłem. Nigdy więcej.

- Kocham Cię – uśmiechnęłam się przez łzy i Go przytuliłam. Odwzajemnił.

- Nie masz pojęcia jak tęskniłem .. albo i wiesz – zaśmiał się. Spojrzałam na Niego – Mam rozumieć, że to oznacza ..

- Tak .. chce być z Tobą .. tylko z Tobą byłam naprawdę szczęśliwa i wiem, że znowu będę.

- Dopilnuję tego – patrzyliśmy sobie w oczy. Dotknął mojego policzka i przybliżył twarz do mojej. Patrzyłam na to. Widział, że nie miałam nic przeciwko i zrobił to. Pocałował mnie. Oczywiście odwzajemniłam – Tęskniłem za tym ..

- Ja jeszcze bardziej – tym razem to ja Go pocałowałam. Też odwzajemnił.

- Rozumiem, że mogę zostać? No chyba, że pojadę do hotelu – wiedziałam, że się droczył.

- A chcesz? - patrzyłam na Niego i się uśmiechnął.

- Ani trochę. Pójdę po swoje rzeczy – ubrał buty i wyszedł. Stałam w drzwiach opierając się o nie i patrzyłam jak wyciąga torbę z auta.

- Kurtki nie ubrałeś – krzyknęłam za nim.

- Oj to tylko chwilka – zamknął auto i wrócił do domu.

- Tak chwilka, a jutro się okaże, że jesteś chory.

- Hm to się będziesz mną zajmowała – objął mnie w pasie – Gdzie mogę zanieść rzeczy? - chwilę myślałam.

- W sypialni znajdę wolną półkę. Ale spać będziesz w salonie – aż na mnie spojrzał – Co tak patrzysz? A czego się spodziewałeś?

- Nie no .. w sumie się nie dziwię – trochę posmutniał i poszedł zanieść rzeczy do sypialni. Patrzyłam chwilę za nim. Poszłam do salonu i wyniosłam szklankę z drinkiem do kuchni. Wylałam zawartość do zlewu i umyłam od razu – Pozbywasz się dowodów zbrodni? - usłyszałam za sobą.

- Tylko myję szklankę – milczał – No dobra piłam sobie drinka. Ale wiem, że tego nie lubisz – wycierałam dłonie i odwróciłam się do Niego. Podszedł i nagle spoważniał.

- Kto Ci to zrobił?! - na początku nie wiedziałam o co mu chodzi. Delikatnie dotknął mojego policzka, na którym wciąż był widoczny siniak i już zrozumiałam. Opuściłam głowę – Powiedź ..

- Mike .. nieważne .. ok?

- Ważne! Bo nie wiem komu urwać łeb! - widziałam, że był naprawdę zły. Po prostu się do Niego przytuliłam. Objął mnie. Po co ja przyszłam do tej kuchni i zapaliłam światło. W salonie paliła się mała lampka dlatego nie zauważył. Ale i tak w końcu zauważyłby.

- Zjesz kolacje?

- Nie zmieniaj tematu. Nikt nie ma prawa podnieść na Ciebie ręki. I tak się dowiem i pożałuję.

Miałam nadzieje, że już nigdy Go nie zobaczę i Mike się nie dowie. Jednak stanęło na tym, że dokończyliśmy pizze. Pokazałam mu gdzie jest łazienka i poszedł się umyć. Ogarnęłam w salonie po pojedzeniu i poszłam się już przebrać do spania. Dopiero teraz do mnie dotarło co tak naprawdę się stało. Aż usiadłam na łóżku. On naprawdę tutaj jest. Ze mną. I znowu jesteśmy razem. Nie .. to niemożliwe .. ale przecież to nie sen. Czułam jego dotyk .. pocałunek .. chyba zacznę znowu wierzyć w cuda. Bo stał się cud. Z zamyślenia wyrwał mnie telefon. Odebrałam.

- Halo?

- I jak tam? Nie przeszkadzam? - śmiała się Sally.

- Wiedziałam, że to Ty dałaś mu adres.

- Nie musisz dziękować. Co robicie?

- Sally! Nic. Pogadaliśmy, zjedliśmy kolacje, a teraz poszedł się myć.

- Nie idziesz do Niego?

- Zaraz Cię kopnę w dupę przez telefon! Wyobraź sobie, że nie jestem taka szybka.

- Taa pogadamy za parę dni. Hm więc nadal mamy przylecieć?

- Tak, tylko nie mów rodzicom.

- No dobra nie powiem. Oj się zdziwią – chciałam odpowiedzieć, ale właśnie wyszedł z łazienki i stanął w drzwiach sypialni w samym ręczniku na biodrach. Zapatrzyłam się i zamyśliłam.

- Zapomniałem piżamy – powiedział i wszedł. Podszedł do szafki, wyciągnął i wrócił do łazienki.

- Halooo? Jesteś tam? - ocknęłam się.

- Hm? A tak .. wybacz .. mówiłaś coś?

- Lepiej powiedź co się tam wydarzyło.

- Wiedziałaś, że On tak się zmienił? - powiedziałam ciszej – Fizycznie? - zaśmiała się.

- Wiem, że od pewnego czasu ćwiczy i wiedziałam, że Ci się spodoba ta zmiana.

- Nie dość, że dawno Go nie widziałam, to jeszcze taka zmiana. Chyba aż za bardzo mi się podoba.

- Wiedziałam, że nie będziesz grzeczna.

- Ej! Ja nic takiego nie powiedziałam. Nic nie będzie. Kończę, bo zaczyna Ci odbijać znowu.

- Nie trać czasu.

- Wariatka – rozłączyłam się.

Zaimponował mi jeszcze bardziej niż kiedyś. Chociaż myślałam, że to niemożliwe. Aż się walnęłam na łóżko. Muszę się jakoś powstrzymać. Nie chce znowu godzić się przez łóżko ani zaczynać jak za pierwszym razem. Chociaż nie żałowałam. Ale chciałam aby teraz było inaczej. Niestety bardzo mnie kusiło. Wytrzymam. Nie dam się pokusie. Jednak wstałam i wyszłam z sypialni. Poszłam do salonu, rozłożyłam mu kanapę i pościeliłam. Akurat skończyłam i wyszedł z łazienki w samych spodniach od piżamy. Zawsze tak spał, ale teraz ..

- Dziękuję, ale nie musiałaś. Poradziłbym sobie.

- W to nie wątpię. Połóż się. Pewnie jesteś zmęczony.

- Nie aż tak bardzo – spojrzałam na Niego. Podeszłam. Jakoś tak odruchowo położyłam łapkę na jego torsie i popatrzyłam. Spojrzał na to.

- Dobranoc – pocałowałam Go i szybko poszłam do sypialni.

Zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie plecami i zjechałam w dół. Co się ze mną dzieje. Zachowuje się jak nastolatka. Muszę zachować zdrowy rozsądek, ale jak. Jakoś się ogarnęłam i położyłam się do łóżka. Nie wiedziałam jak ja zasnę ze świadomością, że On tam jest. Męczyłam się chyba z godzinę i nadal nie mogłam zasnąć. Słyszałam, że też nie spał i się krzątał po salonie. Nie wiem czemu, ale czułam, że myślał o tym samym, dlatego nie mógł zasnąć. Spojrzałam na zegarek. Było po 22 i przeważnie już o tej spałam. Z początku myślałam, że mi się tylko zdaje, ale po wsłuchaniu się byłam pewna, że ktoś puka do drzwi. Wstałam i wyszłam z sypialni.

- Czekasz na kogoś? - zapytał.

- Właśnie nie. Zwłaszcza o tej godzinie.

- Mam otworzyć? - chwilę myślałam.

- Nie .. sprawdzę .. zostań w salonie .. - jakoś tak niepewnie podeszłam i otworzyłam drzwi. Tego się nie spodziewałam.

- Witaj skarbie – to był Steven. Przestraszyłam się i od razu chciałam zamknąć drzwi, ale wszedł na siłę – Co taka nie miła jesteś? - po prostu uciekłam do salonu i schowałam się za Michaelem. Zdziwił się. Złapałam Go za łapkę – Gdzie mi uci .. - poszedł za mną do salonu.

- Ej! Kim jesteś?!

- A Ty? Ja przyszedłem się zabawić, ale widzę jest kolejka. Poczekam.

- Wynoś się! Nie chcesz, żebym Ci pomógł!

- Naprawdę mi się nie spieszy – usiadł sobie w fotelu – Ostatnio nie miała humoru i nie wyszło – Mike spojrzał na mnie, a mi poleciały łzy na samo wspomnienie o tym. Poczułam jak bardziej zacisnął dłoń, bo się zdenerwował.

- To Ty ją uderzyłeś?!

- Cóż .. uwierz, że chciałem po dobroci, ale .. - wyrwał mi się i podszedł do niego. Złapał Go za fraki i podniósł z fotela.

- Ty sukinsynie! To moja kobieta! I nie pozwolę aby jakiś frajer podnosił na nią rękę!

- Więc nie wiesz o niej wszystkiego – drwił sobie.

- On kłamie – nie chciałam płakać, ale nie mogłam się powstrzymać – Chciał mnie wykorzystać ..

- Zabiję Cię!!! - uderzył Go z całej siły pięścią w twarz, a potem znowu. Tamten się przewrócił. Podszedł, stanął nad nim i złapał jedną ręką za fraki lekko unosząc nad podłogą, gdy leżał – Miło jest dostać?! Jeszcze raz Cię tutaj zobaczę, a przysięgam, że Cię zabiję!!! - całkiem Go podniósł, otworzył drzwi i dosłownie wyrzucił na zewnątrz – Śmieć!! - zamknął drzwi. Podeszłam do Niego i się wtuliłam – Już w porządku. Już Go nie ma i nie wróci – tulił mnie i poszedł ze mną do salonu usiąść – Chcesz mi powiedzieć co się stało? - spojrzałam na Niego. Wytarł kciukiem moje łzy – Nie musisz ..

- Chce Ci powiedzieć … bo tak bardzo chciałam abyś wtedy tutaj był, gdy to się stało ..

- Gdybym był to nigdy nie doszłoby do czegoś takiego.

- Wiem … ehh … pracowałam z nim … musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, żeby nie myśleć o tym co się stało. Odkąd zaczęłam tam pracować .. podrywał mnie … prawie codziennie chciał się umówić, ale za każdym razem odmawiałam … ale … nie sądziłam, że posunie się do czegoś takiego. Przyszedł tutaj tydzień temu z winem. Nie chciałam Go wpuścić, ale wszedł na siłę tak jak teraz .. miał wypić wino i sobie pójść … kazałam mu wyjść, bo przestało mi się to podobać .. ale zaczął się do mnie dobierać .. naprawdę myślałam, że to zrobi .. - znowu się rozpłakałam.

- Ćśś … - mocno mnie przytulił – Uciekłaś? - pokiwałam głową, że tak – Dzielna dziewczynka. Już nie musisz się bać. Nie zostaniesz tutaj sama.

- Mike .. jeżeli wrócimy do LA .. Joseph się o tym dowie, że wróciliśmy do siebie i do miasta ..

- Wymyślimy coś. Na razie jesteśmy tutaj.

- A Twoja praca?

- Przyda mi się dłuższa przerwa – spojrzałam na Niego i pocałowałam.

- Nie chce spać sama – wstałam, złapałam Go za łapkę i też wstał. Prowadziłam Go za sobą do sypialni. Położyłam się. Zamknął drzwi i też się położył w moją stronę. Wtuliłam się w Niego. Też mnie objął. Znał mnie bardzo dobrze i nie musiałam mu mówić, że nic więcej dziś nie będzie. Dobrze o tym wiedział. Bałam się, że uwierzy w słowa Stevena. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam czując jego ciepło.

sobota, 3 października 2020

Bad Girl 79

 No i mamy kolejną sobotę, czyli kolejną notkę ;) Zapraszam do czytania, komentowania oraz za tydzień na kolejną notkę ;)


                                                       *****


Po tym wydarzeniu przez tydzień nie wychodziłam z łóżka. Było mi strasznie źle i się bałam. Nie miałam do kogo się przytulić, a strasznie mi teraz tego brakowało. Jedynie wtulałam się w poduszkę i płakałam. Tak bardzo chciałabym aby tutaj był. Przy mnie. Znowu przechodziłam to co wtedy z tą różnicą, że tym razem byłam zupełnie sama. Rodzice z Sally mają być za dwa tygodnie, a ja nie mam nic kupione. Ani ozdób, prezentów. Zupełnie nic. Chciałam jechać na drugi dzień po jego ''wizycie'', ale nie dałam rady. Ani fizycznie, ani psychicznie. Jednak postanowiłam, że wstanę. Poszłam do łazienki i sama się wystraszyłam swojego odbicia. Jak ja wyglądam. Dotknęłam swojego polika. Został jeszcze trochę widoczny siniak. Eh dobrze, że będą dopiero za te dwa tygodnie to już całkiem zejdzie. Nie chciałam znowu im się tłumaczyć. Poza tym ojciec zaraz kazałby mi wracać do domu. Bardziej niż nad powrotem zastanawiałam się nad przeprowadzką do innego miasta. Tutaj już przestałam czuć się bezpieczna i tak komfortowo jak na początku.

Rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam ciepłą wodę. Chwilę pozwoliłam aby woda spływała po moim ciele i nagle zaczęłam płakać. Znowu byłam rozbita na drobne kawałki. Umyłam się, wytarłam i przewiązałam ręcznik. Poszłam do sypialni i po chwili byłam ubrana. Musiałam coś zjeść, ale okazało się, że już muszę jechać na zakupy. Spojrzałam na zegarek. Wiedziałam, że o tej godzinie On jest w pracy więc nie musiałam się obawiać, że Go gdzieś spotkam na ulicy. Niestety nie mogłam jechać do sklepu, w którym pracowałam. Nie chciałam Go widzieć. Nie miałam wyjścia i pozostał mi malutki sklepik, ale lepsze to niż nic. Przypomniało mi się, że muszę zamówić drewno do kominka. Sama nie dałam rady rąbać więc zamawiałam co tydzień. Raz spróbowałam i lepiej o tej żałosnej próbie zapomnieć. Zamówiłam, ubrałam się do wyjścia i wyszłam. Spojrzałam na auto. Prawie go nie było widać przez śnieg, który go zasypał przez ten tydzień. Trochę mi zajęło zanim się do niego dostałam. Wsiadłam i odjechałam. W radiu leciały świąteczne piosenki. Ulice też powoli zaczęły przypominać świąteczny klimat. Po pięciu minutach byłam na miejscu. Wzięłam koszyk i kupiłam parę rzeczy chociaż na trzy dni. Spojrzałam na alkohole za ekspedientką. Chciałam wziąć wino, ale na razie źle mi się kojarzyło.

- Poproszę jeszcze whisky – powiedziałam nazwę.

- Małe świętowanie? - podała i się uśmiechnęła.

- Heh … szkoda, że nie ma czego.

- Rozumiem. Czasem przydaje się opić smutki.

- Dokładnie.

- Ale widzę, że coś Cię trapi .. mam rację?

- Wydaję się Pani – wymusiłam się na uśmiech.

- Oj kochana starej kobiety nie oszukasz.. Zawsze byłaś uśmiechnięta.

- Życie potrafi czasem zaskoczyć. I nie zawsze pozytywnie.

- Niestety, ale wszystko się jeszcze ułoży. Zobaczysz.

- Chciałabym. Dziękuję i do zobaczenia – zapłaciłam, zabrałam zakupy i wyszłam. Wsadziłam zakupy do bagażnika i wsiadłam.

Eh... znowu zrobiło mi się smutno. Odjechałam. Nagle moim oczom ukazał się sklep z bronią. Podjechałam tam i weszłam. Zapytałam o broń, ale oczywiście musiałabym się starać o pozwolenie. Nie miałam tyle czasu. Kupiłam za to trzy gazy pieprzowe, a właściwie w żelu o najmocniejszym stężeniu jakie jest dozwolone do samoobrony. Jeden będę miała zawsze przy sobie, drugi schowam w szafce w salonie, a trzeci w sypialni. Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.

Zdążyłam dojechać akurat do domu, gdy podjechali Panowie z drewnem. Wysiadłam.

- Dzień dobry. Zdążyła Pani – drugi wyciągał z przyczepy worek z drewnem.

- Dzień dobry. Na całe szczęście – otworzyłam drzwi. Przynieśli mi bo jednak trochę ważył. Spojrzałam, gdy położyli przy kominku – Ale Panowie. Jest za duże. Zawsze zamawiam połowę mniejsze – sprawdził w papierach.

- Faktycznie. Musiałam nastąpić pomyłka, ale to już ostatni worek. Możemy zabrać i za tydzień przywieźć te co zawsze.

- Za tydzień? Eh .. niech już zostanie, bo już mi się skończyło. Jakoś sobie poradzę – zapłaciłam im i wyszli. Nie lubię takich pomyłek. I co ja z tym zrobię. Będę musiała spróbować mimo wszystko porąbać na połowę.

Poszłam do auta po zakupy jeszcze i wróciłam. Zamknęłam porządnie drzwi. Rozpakowałam i zastanawiałam się co zrobić na obiad. Jednak zrezygnowałam i zamówiłam pizze. Nie wyrobiłabym się, a musiałam porąbać drewno zanim zrobi się ciemno. Wzięłam parę klocków i wyszłam na tył domu. Na całe szczęście wystarczyło raz uderzyć każdy. Ale wiadomo, że mimo wszystko dla kobiety to nie jest lekka praca. Porąbałam tyle, żeby mi starczyło na dziś i jutro. Na szczęście kominek trzyma ciepło cały dzień i noc więc dokładałam tylko raz dziennie. Wróciłam do domu i dołożyłam drewna do kominka. Chwilę się zapatrzyłam w ogień. Ocknęłam się, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Lekko się wystraszyłam.

- To tylko pizza. Weź się uspokój – mówiłam do siebie i otworzyłam. Zapłaciłam i zamknęłam drzwi. Zaniosłam do salonu i poszłam jeszcze po whisky i pepsi. Spojrzałam na zegarek – To już raczej kolacja.

Zrobiłam sobie drinka i zaczęłam jeść.


                                                       *****


Przez te pół roku bardzo się zmieniłem. Przestałem już tak ufać ludziom. Zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy sercowe. Póki co nie chciałem z nikim być. Nawet ani razu nie pomyślałem aby kogoś sobie znaleźć. Zresztą w większości przypadków były by ze mną dla kasy i sławy. Szkoda, że Janet tego nie rozumiała i próbowała mnie zeswatać. I tak się nie dałem. Skupiłem się wyłącznie na sobie. Zacząłem chodzić na siłownie, a raczej urządziłem sobie w domu własną. Żałowałem, że nie mogłem na normalną, ale wiadomo dlaczego. Dzięki temu moja sylwetka powoli zaczęła się zmieniać. W pracy też mi się układało. Mimo czasem gorszych chwil i tak szło mi nieźle. Właśnie wyciągałem strój na siłownie i zobaczyłem nasze wspólne zdjęcie. Podniosłem je i spojrzałem. Minęła mi już złość na Rose. Ale wiedziałem, że to definitywny koniec. Niestety. Chociaż czasem tęskniłem, bo nie da się kogoś wymazać od tak. Nawet po pół roku. Usiadłem na chwilę z tym zdjęciem w dłoni i wróciłem wspomnieniami do wspólnych chwil. Nie żałowałem ani jednej. Może tych najgorszych, których nam nie brakowało niestety. Przypomniałem sobie oświadczyny. Wiedziałem, że powie tak, ale i tak się stresowałem. Ile oddałbym aby te chwile wróciły. Chociaż na chwilę. Dość wracania do przeszłości. Wstałem i chciałem wyrzucić zdjęcie, ale przyjrzałem mu się i jednak odłożyłam na miejsce, w którym je znalazłem. Przebrałem się. Zszedłem na dół i poszedłem do swojej siłowni. Miałem chociaż chwilę spokoju. Byłem tylko z mamą w domu. Reszta gdzieś sobie poszła. I dobrze. Ledwo zacząłem ćwiczyć, a drzwi się otworzyły.

- Synku niedługo będzie obiad.

- Dobrze mamo. Przyjdę jak skończę trening.

- Ale będzie zimne.

- To odgrzeje. Nie widzę problemu – westchnęła i wyszła.

Zawsze kończyłem co zacząłem. Wiedziała o tym. Minęło może pół godziny jak usłyszałem jakieś krzyki. Wziąłem ręcznik i wyszedłem. Jak się okazało kłótnia dobiegała z drzwi wyjściowych. Poszedłem tam i zobaczyłem jak Janet kłóci się z … Sally? Dawno jej nie widziałem.

- Co tutaj się dzieje?

- Weź jej powiedź, żeby się wynosiła!! - Janet była wściekła.

- Uspokój się, ok?

- Nie, bo znowu przyszła, żeby Cię przekonywać wiesz do kogo!! A to temat zamknięty!! - tak. Niestety Janet wciąż była zła na Rose i Sally, że się z nią zadaje. Dla mnie to nie było ani trochę dziwne. Przyjaźnią się od zawsze.

- Janet ja o tym decyduje.

- Mike musisz czegoś posłuchać! - też była zdenerwowana.

- Nie!! - chciała jej zamknąć drzwi przed nosem. Złapałem za drzwi i aż na mnie spojrzała.

- Wejdź – wpuściłem ją – Chodź za mną i powiesz co się stało, a Ty nie podsłuchuj – powiedziałem do Janet. Wróciłem na siłownie z Sally i zamknąłem drzwi – Więc? Co się takiego stało?

- Nie uwierzysz jak to usłyszysz – wyciągnęła dyktafon – Spotkałam tego dupka dziś – domyśliłem się o kim mówi.

- Sally wybacz, ale nie chce o nim słyszeć.

- Ale musisz. Uwierz mi. To co usłyszałam .. jak się chwalił co zrobił .. byłam w szoku i nadal nie mogę w to uwierzyć – włączyła. Spojrzałem na nią i na dyktafon.


''- Jak mogłeś jej to zrobić?

- Ale niby co jej zrobiłem?

- Wykorzystałeś ją, gdy nie była tego świadoma!

- A o tym mówisz hehe.

- Bawi Cię to?! Ciesz się, że nie zgłosiła tego na policje bo byś siedział!

- Niby za co? Że z troski zabrałem ją do siebie?

- Z troski?! Zrobiłeś to celowo, żeby ją wykorzystać!

- Ale musisz przyznać, że niezły miałem plan, nie?

- Muszę Ci to przyznać! Jak na takiego debila sprytnie to sobie wymyśliłeś! I wszystko po to, żeby zniszczyć ich związek!''


- Sally przecież ja o tym wiem ..

- Słuchaj po prostu dalej.


''- Mimo że Go nie zdradziła – słychać było jak się śmiał, a ja jeszcze bardziej skupiłem się na tym.

- Masz rację, bo dobrowolnie by Ci się nie oddała!!

- W ogóle mi się nie oddała.

- O czym Ty gadasz?!

- Nic nie zaszło – wciąż się śmiał – Zabrałem ją do siebie, gdy była nieprzytomna, rozebrałem i położyłem do swojego łóżka. Położyłem się obok, żeby wyglądało jak by naprawdę coś zaszło. I Ona w to uwierzyła. To było łatwiejsze niż myślałem. Ale teraz to już nie ma znaczenia bo ten dupek ją zostawił.''


Jeszcze Sally coś mówiła, ale wziąłem i wyłączyłem. Spojrzałem na nią.

- Wiedział, że to nagrywasz?

- Nie. Właśnie go kupiłam, bo jest mi potrzebny do pracy. Bawiłam się ustawieniami, gdy Go spotkałam i nie wyłączyłam. Na całe szczęście. Mike … wiesz co to oznacza ..

- Że mnie nie zdradziła … niech Go szlag!!! - rzuciłem hantlą o ścianę – Zabiję Go!!! Daj mi jego adres.

- To nie jest dobry pomysł ..

- To nie było pytanie – wahała się i się nie dziwię, ale po chwili sama zrozumiała i mi zapisała. Wybiegłem z sali.

- Mike, a Ty gdzie? - to była Janet.

- Sally Ci wszystko wyjaśni! - nawet się nie przebrałem.

Po prostu wybiegłem z domu, wsiadłem do auta i odjechałem. Ma mi powiedzieć to prosto w oczy, a potem mu przyłożę. Szybko dojechałem, wysiadłem i nawet nie wyłączyłem silnika. Zapukałem mocno do drzwi, ale usłyszałem głośną muzykę. Po prostu wszedłem tam i zacząłem Go szukać po wszystkich pokojach. Znalazłem Go w jednym. Siedział i ćpał z innymi ćpunami. Złapałem Go za fraki i przywarłem do ściany.

- To prawda?!!!! - byłem strasznie wściekły.

- Hehe już Ci powiedziała, co? - uderzyłem Go z całe siły w brzuch z pięści. Skulił się, ale znowu Go podniosłem.

- Masz mi to powiedzieć i to już!!!

- Nie .. nie zdradziła Cie – patrzyłem na niego i jeszcze nigdy nie byłem taki wściekły. Zacząłem Go okładać pięściami.

- Czemu nam to zrobiłeś sukinsynie!!! - powstrzymałem się, gdy zobaczyłem, że ledwo leży już. Splunąłem na niego – Mam nadzieje, że się zaćpasz na śmierć!!!

Wyszedłem stamtąd wściekły. Chodziłem w tą i z powrotem przy aucie. Powinienem Go zabić, ale i tak niedługo zdechnie od tych prochów. Zwykły śmieć, który zniszczył nam życie. Myślałem nad czymś. I już postanowiłem. Wróciłem do domu i czym prędzej wszedłem do domu. Od razu podeszła Janet.

- Mike .. to prawda co mi pokazała Sally? - spojrzałem na nią.

- Tak .. przyznał mi się .. - oddychałem nerwowo.

- Co zrobisz? - podeszła też. Chwilę na nią patrzyłem.

- Masz jej adres? - uśmiechnęła się i mi zapisała. Wziąłem i spojrzałem na kartkę.

- Lepiej spakuj ciepłe rzeczy. Tam jest prawdziwa zima. Nie jest tak ciepło jak tutaj.

- Domyślam się – poszedłem do swojego pokoju i zadzwoniłem do pilota – Przygotujcie samolot.

- Na kiedy?

- Na już!! - rozłączyłem się i poszedłem pod szybki prysznic. Gdy się umyłem zacząłem się pakować. Weszła Janet.

- Nie powinieneś lecieć sam.

- Nic mi nie będzie. Gdybym wiedział … - aż usiadłem.

- Nikt nie wiedział … nawet Rose jak się okazuję … aż mi głupio, że tak ją potraktowałam ..

- Broniłaś mnie .. Ona to rozumiała .. - wstałem i dokończyłem pakowanie.

- Będziecie znowu razem?

- Nie wiem Janet … ale wiem, że muszę tam polecieć i powiedzieć jej o tym .. co będzie dalej … okaże się – przytuliłem ją – Powiedz o tym mamie, bo ja nie zdążę – zabrałem torbę i zszedłem na dół. Podeszła Sally.

- Dziękuję – przytuliła mnie – Dobrze robisz .. będzie w szoku, ale się ucieszy hehe .. jestem tego pewna.

- Tak dawno jej nie widziałem … jadę na lotnisko – pożegnałem się z nimi i wyszedłem.

Wsiadłem do auta i pojechałem prosto na lotnisko. Po paru minutach siedziałem już w samolocie. Całą drogę myślałem o tym co się stało. Przez Tego sukinsyna straciliśmy pół roku. Ale nadrobimy to .. jeżeli będzie chciała. Nie mogłem się doczekać aż ją zobaczę. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudził mnie pilot informując, że wylądowaliśmy. Spojrzałem w okno. Pas byś odśnieżony, ale w oddali na trawie był śnieg. Gdzieś Ty się wyprowadziła. Przebrałem się w ciepłe ciuchy. Obwiązałem szyję i pół twarzy szalikiem, żeby mnie nikt nie poznał. Zabrałem bagaż i wysiadłem. Poszedłem wypożyczyć jakieś auto. Wsiadłem i jechałem pod wskazany adres. Po drodze musiałem pytać o drogę, bo nie miałem pojęcia, w którą stronę jechać. Na szczęście ludzie mi pomogli nawet nie zdając sobie sprawy z kim właśnie rozmawiali. Ale to dobrze. Gdy dojechałem było już ciemno. Zaparkowałem przy chodniku. Wysiadłem i spojrzałem w jej okna. Paliła się mała lampka. Znaczy, że jeszcze nie spała. Aż mi serce mocniej zabiło na myśl, że za chwilą znowu ją zobaczę po takim czasie. Ciekawe czy mnie pozna. Torbę na razie zostawiłem. Podszedłem do drzwi i zapukałem ...

sobota, 26 września 2020

Bad Girl 78

I jak widzicie dodałam kolejną. Muszę Wam powiedzieć, że znowu zaczyna mi się pisać z przyjemnością jak dawniej, gdy tylko czekałam na wolne od szkoły, żeby od rana usiąść i zacząć pisać. Coś Wam pokaże.


 

Tak dobrze widzicie. Mam napisane już dwie notki na zapas na kolejne soboty. Pisałam dzień po dniu. Tak przyjemnie mi się pisało, że czułam niedosyt i nadal czuję, wiec prawdopodobnie już mam więcej napisanych ;) 
Póki co zapraszam do czytania i mam nadzieje, że przypadnie Wam do gustu. Do zobaczenia za tydzień oczywiście :) Napiszcie jak wrażenia :)  To dla mnie wiele znaczy ;)


                                                     ******

Minęło już pół roku odkąd się wyprowadziłam. Nie wiedziałam, że ten czas tak szybko zleci. Nie czułam się tutaj zupełnie jak w domu, ale wiedziałam, że raczej już tutaj zostanę na dobre. Nie widziałam już swojej przyszłości w LA. Chociaż tęskniłam za rodzicami, Sally i … wciąż za Michaelem. Po takim czasie powinno mi minąć. Jednak nadal trzymało jakby to się stało dopiero miesiąc temu. Czy za swój błąd byłam skazana na takie cierpienie? Być może. Sama sobie na to zasłużyłam. Siedziałam sobie w fotelu przy oknie z kubkiem herbaty i wróciłam wspomnieniami. Byłam dla niego paskudna. Co tu dużo mówić. Zwykła jędza. Ale potem zrozumiałam, że popełniam ogromny błąd. Wierzę, że byliśmy dla siebie stworzeni. Tylko Joseph uważaj inaczej. Pewnie teraz skacze z radości. Już nie ma powodu aby mnie zabić. Próbował dwa razy … nie udało mu się. Nie wiem czy powinnam się z tego cieszyć. Blizna po operacji pozostanie na zawsze przypominając mi te straszne chwile. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Niechętnie wstałam i odebrałam.

- Słucham?

- Cześć córeczko – to była mama.

- Cześć.

- Wiesz, że niedługo święta? Chciałam zapytać czy przylecisz chociaż na te parę dni.

- Nie mamo … raczej nie ..

- Rose .. proszę Cię .. mamy tylko Ciebie .. nie chcemy sami spędzać świąt ani abyś Ty była sama w tych dniach.

- Wiem, ale tak będzie lepiej.

- Nie nie będzie – chwilę milczała – Więc my przylecimy do Ciebie.

- To nie jest dobry pomysł.

- Wiem co przeżywasz, ale nie rób tego znowu … nie oddalaj się od nas ..

- Próbuję sobie ułożyć życie na nowo. Radzę sobie.

- Po prostu chcemy Cię zobaczyć i spędzić trochę czasu.

- Mamo … mam mały dom .. nie pomieścimy się .. - próbowałam jakoś ją odwieść od tego pomysłu.

- Możemy nawet spać na podłodze albo pojechać do hotelu. To nam w ogóle nie przeszkadza – już nie miałam żadnych argumentów. Podałam jej adres – Dziękuję córeczko. Przylecimy parę dni przed świętami, dobrze? Wszystko przygotujemy.

- No dobrze. Więc widzimy się za trzy tygodnie. Wyjadę po Was.

- Nie możemy się już doczekać – czułam, że w tym momencie się uśmiecha. Po chwili zakończyłyśmy rozmowę.

Ehh … może i to dobry pomysł. W końcu to święta. Miałam jakąś małą nadzieje, że przyleci z nimi Sally. Bardzo za nią tęskniłam. Rozmowy przez telefon to nie to samo. Postanowiłam, że zadzwonię i zapytam. Długo nie musiałam czekać aż odbierze.

- Cześć zołzo – śmiała się.

- Cześć wiedźmo. Nie przeszkadzam?

- Tak naprawdę to ściągnęłam Cię myślami.

- Mam wyczucie. Słuchaj … bo właśnie dzwoniła mama ..

- Pewnie w sprawie świąt?

- Skąd Ty … nieważne. Tak. Chciała, żebym przyleciała, ale odmówiłam. To Oni mają do mnie przylecieć. Byś nie chciała się zabrać z nimi?

- A Ty chciałaś beze mnie balować w nowy rok? O nic z tego kochana. Ja upiję Ciebie, a Ty mnie – oj miała bardzo dobry humor, który i mnie się udzielił.

- Więc uznaję to za tak. Bałam się, że masz inne plany.

- Nigdy w życiu. Każde sylwestra spędzamy razem i to się nie zmieni. Hm .. ale chyba nie będzie tej całej .. jak jej tam .. Susan? Nie? - teraz to ja się zaśmiałam – To poważne pytanie.

- Hehe tak bardzo poważne. A co? Przeszkadzałaby Ci?

- Nie no skąd. Po prostu bym jej włożyła petardę w dupę i odleciałaby w kosmos.

- Haha jesteś okropna wiesz o tym?

- Za to mnie kochasz – wiem na 100%, że w tym momencie się szczerzyła.

- Jak cholera. Ale nie nie będzie jej. Nawet się z nią nie umawiałam.

- Masz szczęście.

Trochę mi poprawiła humor rozmową, ale jak zawsze. Zresztą nie miałam z kim innym pogadać tak normalnie. Podeszłam do lustra i chwilę patrzyłam w swoje odbicie. Uniosłam trochę sweter i odsłoniłam swój brzuch. Wspomnienia wróciły. To ja wszystko zniszczyłam i zabiłam naszego synka. Doskonale pamiętałam naszą rozmowę. Prosił mnie, żebym nie prowadziła .. obiecałam … a mimo to wsiadłam za kółko … wystarczyła chwila aby całe nasze szczęście odeszło …

Przymknęłam oczy i zobaczyłam nasze maleństwo jak leżało na tym zimnym, metalowym łóżku .. jego miejsce było w domu .. w swoim łóżeczku, które na niego czekało od dawna. Poczułam jak kilka łez wydostało się z oczu. Dotknęłam swojego brzucha … oddałabym wszystko aby cofnąć czas i postąpić rozsądnie. Gdyby tego było mało .. jeszcze bardziej dobiłam Michaela swoją zdradą … mimo że nie zrobiłam tego celowo i nawet nie pamiętałam tej nocy. Na całe szczęście. Tylko zastanawia mnie jedno. Czemu po przebudzeniu w ogóle nawet w małym stopniu nie odczuwałam, że coś było? Może tak działa alkohol? Nie wiem. Już za późno na jakiekolwiek domysły. Muszę żyć dalej. Chociaż są chwilę, gdy mam wszystkiego dość. Nawet nie potrafię i nie chce się ponownie zakochać. Gdy jakiś próbuję się ze mną umówić .. odmawiam i zaczynam porównywać do Michaela. Niestety żaden z nich nawet nie jest w 10% jak On. Ani z charakteru ani z wyglądu .. z niczego. Kolega z pracy, Steven, co chwilę chce się umówić chociaż mu ciągle powtarzam, że nikogo nie szukam. Nie docierają do niego te słowa. Co już mnie męczy, bo w ogóle mi się nie podoba. Mam być z kimś na siłę? Aby był? Nie. To by było życie w męczarni, gdybym tak postąpiła. Jeżeli mam z kimś być kiedyś, to będę. Ale na pewno nie będę sobie nikogo szukała, a już na pewno nie będę brała pierwszego lepszego. Wolę pozostać sama. Nawet na zawsze jeżeli takie jest moje przeznaczenie. Myślę aby się zwolnić, bo już tam nie wytrzymuje właśnie przez niego. Nie muszę pracować. Pracuję wśród ludzi, tylko dlatego, żeby nie myśleć o tym wszystkim.

Koniec rozmyślania. Czas powrócić do rzeczywistości. Poszłam do kuchni pozmywać naczynia, bo trochę się ich nazbierało już. Miałam już za to się zabierać, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Z nikim się nie umawiałam. Poszłam otworzyć.

- Steven? - zdziwiłam się.

- Witaj piękna. Mogę? - nawet nie czekał na odpowiedź, tylko wszedł. Zamknęłam drzwi.

- Ta pewnie wejdź – bardziej do siebie – Co Cię sprowadza?

- Chciałem Cię zobaczyć poza pracą.

- Jestem trochę zajęta.

- Oj to zrób sobie przerwę – rozpłaszczył się. No pięknie. Pokazał wino – Napijemy się, pogadamy.

- Nie mam ochoty na wino.

- Jedna lampka .. góra dwie – szczerzył się, będąc strasznie pewnym siebie. Nienawidziłam tego u facetów. Poszedł do salonu. Niechętnie przyniosłam dwa kieliszki i usiadłam – Będzie przyjemnie. Zobaczysz – otworzył wino i nalał nam – Za nas – wzniósł toast.

- Steven .. nie ma żadnych nas

- Ale za znajomość – taa na pewno to miał na myśli. Wzięłam łyka. Nie smakowało mi – I jak?

- Takie sobie. Lubię słodkie.

- Zapamiętam – patrzył i się uśmiechał – Pójdziemy jutro na kolacje? Niedawno otworzyli nową restaurację i ..

- Nie. Już Ci mówiłam. Nie umówię się z Tobą i przestań ciągle o to pytać.

- Czas zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć od nowa. Zrobiłaś już pierwszy krok i wyjechałaś. Teraz czas zapomnieć o palancie przez, którego wyjechałaś.

- Nie nazywaj Go tak, dobra? - wkurzyłam się. Nie miał o niczym pojęcia, a będzie się wymądrzał.

- Sory, ale nie mogę patrzyć jak cierpisz – wziął mnie za łapkę. Zabrałam dłoń.

- To wyjdź i tyle.

- Wiesz o co mi chodzi.

- Słuchaj naprawdę nie mam ochoty o tym rozmawiać. Lepiej będzie jak już sobie pójdziesz.

- Dokończę wino i pójdę ok? - cholerny natręt – O cholera! - niby przypadkowo wino mu się wylało na koszulę – Mogę skorzystać z łazienki?

- Tak. Po lewej – wstał i poszedł tam. Co On kombinuję? Nie podoba mi się to. Ma szczęście, że nie wylał mi na dywan chociaż mało brakowało. Poszłam do kuchni po ściereczkę i wytarłam podłogę z wina. Poszłam odnieść, a gdy wróciłam doznałam szoku – Nie masz nic przeciwko? - wyszedł bez koszuli na sobie – Musiałem przeprać, żeby jakoś puściło. Powiesiłem, żeby wyschła.

- I tak nie zdąży wyschnąć.

- Zobaczymy. Może jednak – usiadł. Myślał, że zrobi tym na mnie wrażenie? Chyba dawno się w lustrze nie widział – Masz jakieś plany na sylwestra?

- Owszem. Moja przyjaciółka i rodzice przylatują.

- Szkoda. Myślałem, że ze mną je spędzisz.

- I tak by się tak nie stało. Dobrze wiesz i odpuść już sobie.

- Nie mogę .. Za bardzo mi się podobasz – powiedział wprost – Może ja Ci się nie podobam, ale spróbujmy ..

- Powiedziałam nie – wstałam – Czas już na Ciebie – coraz mniej komfortowo czułam się w jego towarzystwie. Też wstał i stanął przede mną.

- A co jeśli chce zostać? Na noc?

- Muszę Cie rozczarować, ale możesz jedynie sobie pomarzyć – nagle mnie pocałował. Odepchnęłam Go i dałam w pysk – Zrób to jeszcze raz!!! Wynoś się!!! - zaśmiał się i złapał się za polik.

- Będziesz moja. I to jeszcze dziś – niebezpiecznie się do mnie zbliżył i złapał za nadgarstki. Próbowałam mu się wyrwać, ale był silniejszy.

- Puszczaj!!!

- Kto mnie powstrzyma? Ty? - znowu się zaśmiał. A mi się coś przypomniało. Zaczęłam panikować i modliłam się, żeby to był tylko zły sen. Widziałam w jego oczach pożądanie i tym bardziej się bałam, że to zrobi. Przygwoździł mnie do ściany i poczułam, że jest napalony. Zrobiło mi się niedobrze – Nie chcesz po dobroci więc nie będzie aż tak przyjemnie .. przynajmniej Tobie – zaczął mnie całować po szyi. Zaczęłam płakać i wciąż próbowałam się uwolnić jakimś cudem. Bałam się, że za chwilę znowu wydarzy się to samo co kiedyś – Przestań!! - nagle uderzył mnie w twarz i zaczął się dobierać.

- Nie .. proszę … - strasznie się bałam i cały czas płakałam. Podarł na mnie sweter i zaczął dobierać się do spodni. Wiedziałam, że nikt mi nie pomoże. Musiałam spróbować sama. I tak nie miałam nic do stracenia. Odpiął mi spodnie, a ja kopnęłam Go w krocze z całe siły. Upadł na kolana puszczając mnie tym samym. Od razu uciekłam do sypialni i zamknęłam drzwi na klucz. Schowałam się w rogu i skuliłam. Telefon został w salonie i nie miałam jak zadzwonić po policję. Płakałam i patrzyłam w stronę drzwi. Po chwili usłyszałam jego kroki – Otwieraj suko!!!

- Odejdź!!

- Chce Cię i dostanę!! - próbował wejść, ale nie dał rady.

- Policja już jedzie!! - postanowiłam blefować mając nadzieje, że uwierzy. Chyba się udało, bo przez chwilę ucichł i przestał się dobijać.

- Pożałujesz tego dziwko!! - usłyszałam, że chyba wyszedł, ale za bardzo się bałam, że nadal tam jest i nie wyszłam. Wciąż płakałam i dopiero teraz odczułam uderzenie. Boże … Kochanie .. potrzebuję Cię … ale nie mam prawa liczyć, że moje życzenie się spełni.

Chyba dopiero po godzinie się odważyłam wyjść ostrożnie i po cichu z sypialni. Rozglądałam się na wszystkie strony. Gdy się upewniłam, że sobie poszedł, szybko zamknęłam drzwi na wszystkie zamki. Zasłoniłam okna. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Sweter do wyrzucenia .. po uderzeniu zostanie ślad .. przemyłam twarz, ale znowu zaczęłam płakać. Czemu to mnie ciągle spotyka. Mam napisane na czole ''Zgwałć mnie''? Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Chciałam zmyć to z siebie mimo, że nie zdążył dotknąć mojego ciała. Przynajmniej nie dłońmi. 

Następnego dnia zadzwoniłam do pracy, że rezygnuję. Nie powiedziałam dlaczego, ale nie mogłam już tam pracować, bo On tam był. Nawet nie pojechałam po papiery. Nie zależało mi na tym. Żałowałam jedynie, że w ogóle zaczęłam tam pracować. Po co mi to było skoro miałam pieniądze. Już nie popełnię tego błędu.


                                                        ******

Niektórzy pytają mnie o drugiego bloga. Zadałam tam pytanie. Jeżeli ktoś jest zainteresowany niech się tam wypowie.

Przypominam o konkursach dla osób komentujących. Aby tak się stało musi być minimum 5 komentarzy pod notkami od różnych osób.

sobota, 19 września 2020

Bad Girl 77

 Wiec jak obiecałam tak dotrzymałam słowa i macie nową notkę. Ale naprawdę napiszcie cokolwiek. Nawet jedno słowo. Nie oczekuję samych pozytywów, ale po prostu abyście zostawili jakiś ślad po sobie. Będę naprawdę wdzięczna. Jak zobaczę zainteresowanie z waszej strony to postaram się wrócić z notkami co tydzień jak kiedyś. Poza tym dla aktywnych osób, które będą komentowały planuję konkursy co miesiąc lub dwa. Zależy czy uda mi się wrzucać notki jak wcześniej.

A teraz zapraszam do czytania :)


P.S. Jeszcze jedna sprawa. Już nie dotycząca opowiadania. Jak pewnie wiecie .. wszędzie są kłótnie .. nie ma ani związku idealnego, ani przyjaźni ... mi właśnie chodzi o to drugie ... Wiem, że to czytasz dlatego to tutaj pisze ... nie chce już tak ... padło zbyt dużo raniących słów ... Ty też przegięłaś ... nie jestem idealna ani Ty, ale na dłuższą metę tak się nie da .. i dobrze o tym wiesz .... i mówię to tutaj oficjalnie, że chce to zmienić.



Byłem właśnie w studiu i pracowałem nad piosenką. Ciągle coś było nie tak z tekstem. Nie pasował mi. Siedziałem nad tym chyba już piątą godzinę i nic. W końcu wstałem i wyszedłem. Musiałem chwilę pochodzić i zebrać myśli. Może to coś da. Podszedłem do okna i oparłem się o parapet. To nie jest chyba mój dzień. Postanowiłem, że pojadę do domu i tak też zrobiłem.

- Wróciłeś? - usłyszałem mamę, gdy przekroczyłem próg drzwi.

- Tak. Idę do siebie.

- Tylko zejdź za pół godzinki na obiad.

- Dobrze – poszedłem na górę do swojego pokoju.

Wróciłem do rodzinnego domu. Po naszym rozstaniu jakoś nie mogłem tam mieszkać. Za dużo było tam wspomnień.

Położyłem się i patrzyłem w sufit. Naprawdę chciałem o niej zapomnieć i nie myśleć. Czy kiedykolwiek mi się uda? Nagle usłyszałem w głowie jakieś słowa. Zerwałem się i wziąłem kartę i długopis. Zacząłem pisać:

,,Chcę położyć się na chwilę obok Ciebie

Tak pięknie wyglądasz dziś wieczorem

Twoje oczy są takie śliczne

Twoje usta tak słodkie

Wielu ludzi źle mnie rozumie

To dlatego, że w ogóle mnie nie znają

Chcę Cię dotknąć

I objąć

Potrzebuję Cię

Boże, potrzebuję Cię

Kocham Cię tak bardzo”

Przeczytałem tekst kilka razy. Po prostu sam się przelał na papier. Wiedziałem o kim był. Nie. Nie mogę tak. Zgniotłem kartkę i wyrzuciłem. Muszę o niej w końcu zapomnieć raz na zawsze. Poszedłem do swojej łazienki, żeby wziąć prysznic. Rozebrałem się i wszedłem do kabiny. Puściłem niezbyt ciepłą wodę i pozwoliłem aby spływała po moim ciele. Oparłem się dłońmi o kafelki i spuściłem głowę. Udawałem przed wszystkimi, że jest wszystko w porządku, ale wcale nie było. Nawet przez chwilę. Ciekawe czy Ona czuję to samo .. czy jednak zapomniała co było między nami i ułożyła sobie życie .. z kimś. Ta myśl najbardziej mnie wkurzała, ale dlaczego? Przecież nic już nas nie łączy. Jednak miłość to dziwny stwór. Wymyłem się już i wytarłem. Ubrałem luźne ciuchy, bo i tak miałem zamiar już zostać w domu. Wyszedłem z łazienki i zobaczyłem siedzącą Janet na moim łóżku.

- No tak jak zawsze bez pukania.

- Oj przecież i tak byś nie usłyszał biorąc prysznic.

- W sumie … przyszłaś po coś konkretnego? Czy bez powodu?

- Co taki nie w sosie? Ktoś się wkurzył w pracy?

- Czy ja zawsze muszę mieć humor?

- Ale ja Ci go poprawię – wyszczerzyła się.

- Czyli szykują się kłopoty.

- Moja koleżanka bardzo chce Cie poznać. Umówiłam Was dziś na wieczór. Pamiętaj aby ubrać się ładnie.

- To chyba sama pójdziesz na to spotkanie, bo ja nikogo nie szukam i przestań mnie już swatać ciągle. Jak będę chciał to sam kogoś poznam.

- Taa jasne poznasz. Ciągle Ci tylko w głowie ta .. małpa mówiąc delikatnie.

- Nie mów tak o niej – podniosła tą kartkę i przeczytała.

- Kiedy z tym skończysz, co? Nie jest tego warta, żebyś pisał o niej piosenki.

- Ty tego nie zrozumiesz. Myślisz, że robię to celowo? Mieliśmy brać ślub .. nosiła moje dziecko .. myślisz, że tak łatwo jest to wszystko wymazać z pamięci?

- Jakoś Ona nie miała żadnych skrupułów aby Cie zdradzić.

- Nie będę o tym gadał – wziąłem ręcznik i wyszedłem z pokoju. Zszedłem po schodach i skierowałem się na nasz kryty basen. Nie będę szedł na żadne spotkanie. Nie jestem gotowy na nowy związek. Rozebrałem się do bokserek i wskoczyłem do basenu. Na szczęście byłem sam. Pływałem i starałem się o niczym nie myśleć. Zatrzymałem się i uderzyłem pięścią w wodę – Niech to szlag!!! - musiała mnie jeszcze wkurzyć.

O dziwo Janet przestała mnie namawiać na to spotkanie. Nawet zaproponowała, żebyśmy obejrzeli razem film wieczorem. Poszedłem przygotować popcorn i inne przekąski. Prawie zapomniałem o ostrym sosie, który razem z Janet uwielbialiśmy dodawać do popcornu.

- Mike wybrałam już film. Masz wszystko?

- Tak – położyłem wszystko na stole – Dawno razem nie oglądaliśmy filmów ani nic.

- Wiem i głupio mi z tego powodu.

- Trzeba nadrobić – usiadłem na kanapie – Dobra to siadaj i oglądamy – wziąłem trochę popcornu. Usiadła przy mnie i włączyła. Film nie zdążył się zacząć, a usłyszeliśmy pukanie do drzwi – Spodziewasz się kogoś? - spojrzałem na nią, a Ona na mnie.

- Yyy … tak jak by .. - wstała i otworzyła. Usłyszałem damski głos. Zabiję ją. Po chwili weszła razem z jakąś dziewczyną – Mike? To moja koleżanka, Daisy.

- Miło mi Cie poznać, Mike. Nie mogłam się doczekać.

- Cześć – odpowiedziałem od niechcenia. Aż odechciało mi się oglądać film.

- Siadaj – powiedziała Janet. Celowo wzięły mnie w środek. Nic nie mówiłem, tylko oglądałem film udając, że tak bardzo mnie ciekawi, ale tak naprawdę myślałem o tym co zrobię Janet, gdy jej koleżaneczka sobie pójdzie. Po jakiś 40 min filmu poczułem jak Daisy wtuliła mi się w ramię.

- Mam nadzieje, że mnie obronisz. W końcu jesteś taki męski – Mike tylko wytrzymaj – mówiłem w myślach.

- Janet Cie obroni – odczepiłem ją od siebie.

- Janet co mu jest?

- A nic takiego. Nie dawno rozstał się z taką jedną .. nawet nie jest warta aby o Niej mówić – spojrzałem wściekle na moją siostrę, ale nic sobie z tego nie zrobiła.

- Postaram się aby o niej zapomniał.

- Dobrze by było, bo tak naprawdę nie zasługiwała na Niego – tego już było za wiele. Wstałem – Dokąd idziesz?

- Nie będę słuchał tych bzdur! I masz tak o Niej nie mówić! - wziąłem kurtkę i wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Jak Ona w ogóle śmiała. Wsiadłem do auta i odjechałem. Nie wiem ile tak jeździłem, ale nie chciałem tam wracać. Miałem już tego wszystkiego dość. Nie mogę nikomu się zwierzyć, bo i tak by nie zrozumieli. Przejeżdżałem obok domu Sally. Dużo wspomnień wróciło. Widziałem, że pali się światło, więc musi być w domu. Długo biłem się z myślami. Jednak zaparkowałem i wysiadłem. Przed drzwiami jeszcze się wahałem, ale zapukałem. Po chwili otworzyła.

- Mike? O kurde .. aż myślałam, że źle widzę. Wejdź – wpuściła mnie i zamknęła drzwi.

- Nie przeszkadzam?

- Coś Ty. Siadaj. Napijesz się czegoś?

- Nie dzięki – poszedłem do salonu i usiadłem na kanapie. Zrobiła to samo.

- Więc mów .. bo widzę, że coś Cie gryzie ..

- Eh .. nie miałem do kogo pojechać .. przejeżdżałem i postanowiłem, że zapukam ..

- Dobrze zrobiłeś.

- Janet próbuję mnie zeswatać … nic do niej nie dociera, że ja nie chce ..

- Wiesz jest zła na Rose .. i to też jest powodem, że tak postępuję.

- Wiem .. widzę i słyszę jak o niej mówi .. - wstałem i podszedłem do okna – Nie mogę tego słuchać już.

- Wciąż ją kochasz .. - nie odpowiedziałem – Wiem o tym dobrze i się nie dziwię – chociaż Ona.

- Chciałem .. próbowałem o niej zapomnieć .. ale nie potrafię … po prostu to mnie przerosło .. jednocześnie nie mogę zapomnieć o tym co mi zrobiła .. wiem .. to jest chore ..

- Nie Mike … to jest właśnie prawdziwa miłość ..

- Ale przed nami nie ma przyszłości .. wiesz o tym ..

- Jesteś tego pewien? - spojrzałem na nią.

- Co u niej? Masz z nią kontakt? - chciałem zmienić temat.

- Tak mam. Nawet byłam u niej ostatnio i jakoś się trzyma. Ale znasz ją. Tylko udaję, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę to pewnie czuję to samo co Ty.

- Poznała kogoś? Albo nie .. nie mów … wolę nie wiedzieć ..

- Ale zapytałeś. Nie nie ma. Chociaż kręci się koło niej taki jeden.

- Trudno się dziwić. Eh .. czemu to akurat nam się przytrafiło .. byliśmy tacy szczęśliwi .. mieliśmy tyle planów .. mam ochotę zabić tego gnojka za to .. bo to jego wina .. ale z drugiej strony uległa mu ..

- Hm? O czym Ty mówisz?

- Przecież wiesz, że mnie zdradziła ..

- Tak, ale nie celowo przecież.

- Teraz ja nie rozumiem ..

- Tamtego wieczora pojechałyśmy tylko we dwie do baru. Niestety zadzwonili do mnie z pracy, że muszę przyjechać. Zostawiłam tam ją samą. Miała niedługo wrócić do domu, ale niestety spotkała Go. Dalej nie wie co się działo, bo film jej się urwał. Obudziła się dopiero rano u niego.

- Chcesz powiedzieć ..

- Tak Mike .. wykorzystał ją. Prawdopodobnie coś jej dosypał do drinka i wykorzystał, że nie była niczego świadoma.

- A to sukinsyn! - zacisnąłem pięści – Gdybym wiedział .. ale nawet nie pozwoliłem jej dojść do słowa i wyjaśnić ..

- Byłeś zły .. to normalne ..

- Tak .. ale jednak – byłem jednocześnie zły na siebie i na niego – Wychodzi na to, że ja też zniszczyłem ten związek.

- A jeżeli nie jest jeszcze za późno? - spojrzałem na nią.

- Nie Sally … tego nie da się uratować … sama świadomość, że ją dotykał .. chyba bym tego nie zniósł.

Jeszcze chwilę u niej posiedziałem. Nie mogłem uwierzyć w to co się dowiedziałem. Jak On mógł. Pojechałem do naszego domu. Od dawna tutaj nie byłem. Zapaliłem światło i się rozejrzałem. Było tak pusto i ponuro. Kurz już się zdążył zebrać na meblach. Poszedłem do naszej sypialni. Usiadłem na łóżku i wziąłem nasze zdjęcie do ręki. Byliśmy tacy szczęśliwi. Czy to jest nasz definitywny koniec?


                                                            ********


Kochani niestety nie mam wpływu na rozmieszczenie tekstu, bo jak widzicie jest inaczej niż wcześniej. Ale to dlatego, że blogger zmienił wygląd całego panelu użytkownika. Jak widzę nie tylko. Mam nadzieje, że wam to nie przeszkadza.

piątek, 4 września 2020

Chcecie powrotu?

 Dobrze kochani.

Jak widzicie po tytule proste pytanie. Chcecie powrotu? Tak wcześniej pisałam, że opowiadanie będzie kontynuowane i nadal chce dalej pisać. Ale zauważyłam, że jedna, max dwie osoby tylko komentują. Niby czytacie, ale nie komentujecie. Nie będę robiła żadnej ankiety. Po prostu jeżeli naprawdę chcecie powrotu to mnie zmotywujcie ilością komentarzy. To was nic nie kosztuje. Każdy może skomentować, nawet osoby nie zalogowane. Wiec do dzieła. Wystarczy nawet jedno słowo.

P.S. Notka jest już napisana. Wiec zależy tylko od was czy ją wrzucę ;)

środa, 29 kwietnia 2020

INFO DLA KOPIARZY!!!!

Właśnie dostałam info, że ktoś jest na tyle bezczelny i ograniczony umysłowo, że nie potrafi napisać nic swojego tylko bezczelnie skopiować moje opowiadanie i jedynie zmienić imię głównej bohaterki oraz wiek!! Wiecie co? To jest bardzo słabe!!! Ta osoba została już zgłoszona za publikacje nie swojego opowiadania na wattpadzie!!
Dodatkowo mam złą wiadomość dla tej kopiary!! Zablokowałam opcje kopiowania opka wiec bardzo mi przykro, ale wytęż swoje zwoje mózgowe, jeżeli takowe wgl posiadasz, bo po tej akcji bardzo wątpię i napisz coś swojego, dobra?!!! Jeżeli jednak skopiowałaś wszystkie notki to dam ci dobrą radę!! Nie próbuj zakładać nowego konta i publikować dalej!! Naruszyłaś moje prawa autorskie, a wiesz co to znaczy!!! Nikt nie będzie udostępniaj moich opowiadań publicznie! Poświęciłam bardzo dużo czasu na pisanie opowiadania wiec TY poświęć tyle co ja i dopiero sobie publikuj SWOJE!!! Ale jak ty - tak to jest błąd celowy, bo z wielkiej litery nie zasługujesz - wgl byś miała cokolwiek napisać swojego skoro z błędem napisałaś nawet tytuł!!
Bardzo dziękuję osobie, która dała mi znać.
Na całe szczęście już usunęli wiec po wejściu w linka zobaczycie jedynie to:
Na szczęście na dowód moich słów pokaże wam screeny, które osoba, która dała mi znać również mi wysłała:


sobota, 4 stycznia 2020

Bad Girl 76


Siedziałam sobie na parapecie z kubkiem herbaty. Patrzyłam na przechodzących ludzi. Jestem tutaj już dwa miesiące. A dokładnie układałam sobie życie na Alasce. Kupiłam mały domek. Dla mnie wystarczy. Nie potrzebowałam więcej. Zatrudniłam się w sklepie aby nie siedzieć w domu. Musiałam wyjść do ludzi. Czasem myślałam co może robić teraz Mike. Niestety w ogóle nie mogłam o nim zapomnieć. Chyba już mi tak zostanie. Co sobota rozmawiałam z Sally przez telefon. Obiecała, że mnie odwiedzi, ale nie wiedziała jeszcze kiedy. W końcu trochę miała do pokonania. Musiałam ruszyć tyłek i iść odśnieżyć podjazd, bo nie wyjadę. Jak zawsze zasypało śniegiem. Ubrałam się ciepło i wyszłam przed dom. Zaczęłam odśnieżać.
- To nie jest robota dla kobiety – usłyszałam i się odwróciłam.
- Cześć Steven. Wiesz ktoś musi – podrywał mnie, gdy tylko miał okazję do tego. Nie odwzajemniałam zainteresowania. Nie chciałam ładować się w nowy związek. Po co na siłę.
- Wystarczyło poprosić.
- Potrafię sobie świetnie poradzić.
- Wiem .. widzę .. mogę wejść na chwilę?
- No dobrze – weszłam z nim do domu – Stało się coś? - rozpłaszczył się i usiadł w salonie.
- Chciałem zapytać, czy dasz się w końcu wyciągnąć do kina?
- Steven .. już o tym rozmawialiśmy. Tylko dlatego chciałeś wejść?
- I żeby dotrzymać Ci towarzystwo – uśmiechnął się.
- Doceniam, ale bym wolała odpocząć przed pracą. Rano wstaję .. rozumiesz ..
- Zapomniałaś, że ja też? - zapomniałam wspomnieć, że razem pracowaliśmy. Widziałam Go codziennie.
- W sumie racja. Ale naprawdę .. muszę się przygotować na jutro .. - niechętnie wstał.
- Jesteś nie ugięta .. mówił Ci to ktoś?
- Tak … - w myślach – Nawet często ..
- To będę się już zbierał. Do jutra – ubrał kurtkę i wyszedł.
Naprawdę nie potrzebuję kolejnego związku. I to jeszcze z osobą, do której nic nie czuję i nawet mi się nie podoba. Poczekałam aż sobie poszedł i nie było Go widać. Wyszłam i musiałam dokończyć odśnieżanie chociaż nie bardzo mi się chciało. Jakoś tak przypomniał mi się Michael i na chwilę się zamyśliłam.
- O kim tak intensywnie myślisz? - ten głos wyrwał mnie z zamyśleń.
- Cześć Susan. A tak jakoś … przypomniała mi się przeszłość, ale nie ważne – nikomu nie powiedziałam, że sam Michael Jackson był moim narzeczonym. Z wiadomych przyczyn.
- To chodź lepiej na kawę i ciacho, bo właśnie kupiłam.
- Ok tylko to skończę i zaraz przyjdę – poszła do swojego domu. Byłyśmy sąsiadkami i często się spotykałyśmy. Chociaż z nią mogłam sobie prawie normalnie pogadać.


                                                              *****


Siedziałam sobie w pewien piątkowy wieczór u mnie z Susan pijąc winko. Nagle usłyszałam, że ktoś puka.
- Spodziewasz się kogoś?
- Właśnie nie – wstałam i poszłam otworzyć – Sally! - rzuciłam jej się w ramiona – Co Ty tutaj robisz?
- Hehe wiedziałam, że się ucieszysz. Chciałam Ci zrobić niespodziankę i się stęskniłam.
- Wejdź – pomogłam jej z bagażem i zamknęłam drzwi. Rozejrzała się.
- No powiem Ci, że ładnie się tutaj urządziłaś. Przytulnie – rozpłaszczyła się – Chociaż i tak bym wolała abyś była na miejscu.
- Wiem .. może kiedyś wrócę. Chodź do salonu – wzięłam ją pod rękę i zaprowadziłam do salonu – Sally to Susan – przedstawiłam im sobie. Sally spojrzała na nią i na mnie dziwnie.
- Miło mi – Susan wstała i podała jej rękę na przywitanie. Sally nie odwzajemniła – Rose .. to .. ja już się będę zbierała .. - poszła się ubrać do wyjścia.
- No jak chcesz – popatrzyłam za nią. Po chwili wyszła. Sally patrzyła się na mnie poważnie – Stało się coś?
- Nie no nic ..
- Przecież widzę.
- Nowa koleżaneczka? Widzę, że chyba niepotrzebnie przyjechałam.
- Ej .. co Ty mówisz? Cieszę się, że jesteś. Nie mogłam się doczekać i dobrze o tym wiesz.
- Naprawdę? Przecież widzę, że znalazłaś sobie towarzystwo – patrzyłam na nią uważnie – No co?
- Ty jesteś zazdrosna – zaczepiłam ją łokciem w bok.
- Pff .. teraz to powiedziałaś ..
- Wiesz, że nie masz powodu, tak? Jesteś moją jedyną przyjaciółką .. przecież wiesz .. - spojrzała na mnie.
- Ale spotykasz się z Tą ..
- I nic poza tym. Po prostu czasem z nią się spotykam, żeby sobie pogadać.
- Od tego masz mnie.
- Eh .. ale nie na miejscu .. ale to niczego nie zmieni między nami – przytuliłam ją – Obiecuję.
- Mam nadzieje, bo mam ochotę przywalić tamtej i wylać na łeb wino, które nie skończyła – zaśmiałam się.
- Więc dobrze, że poszła. Chodź zrobię kolację. Długo zostaniesz?
- Na tydzień.
- Tylko? Szkoda – trochę się zasmuciłam.
- Wiem, ale przynajmniej jeszcze nie raz przyjadę. A Ty? Przyjedziesz kiedyś?
- Nie wiem .. może – poszłam z nią do kuchni – Powiedź mi … co u Michaela? Oddałaś mu pierścionek?
- Tak, ale jak wiesz nie chciał Go przyjąć. Był w szoku jak mu powiedziałam, że wyjechałaś. Ale nie powiedziałam mu gdzie.
- Dzięki.
- Rose .. czemu do Niego nie zadzwonisz? Przecież nikt nie powiedział, że nie możecie utrzymywać kontaktu.
- Nie rozumiesz .. nie mogę … i tak jest mi ciężko czasem, bo wspomnienia wracają .. a gdybym usłyszała jego głos … chce ułożyć sobie życie od nowa.
- Nie ułożysz, bo i tak Go wciąż kochasz. Dobrze o tym wiesz – spojrzałam na nią, bo miała rację.
- Zmieńmy temat, ok?
- Nie możesz zaprzeczyć. Sama widzisz.
- Jezu Sally .. - wywróciłam oczami – Ja wiem, że byś chciała abyśmy wrócili do siebie .. ale to nigdy nie nastąpi. To przeszłość. Zrozum w końcu. I nie mówimy już nigdy więcej o tym.
- Hmm .. chyba z nikim się nie spotykasz .. nie? Bo byś mi powiedziała mam nadzieje ..
- Może mam, może nie.
- Aha czyli mi nie powiesz. Spoko. Zapamiętam sobie.
- Ty się lepiej nie obrażaj – rzuciłam w nią poduszką – Jak dziecko normalnie – udawała poważną, ale widziałam, że zaraz się złamie.
- Nie pozwalaj sobie gnojku – oddała mi tą poduszką. I tak w ten oto sposób zaczęła się wojna na poduszki.
Fajnie spędziliśmy ten tydzień. Chociaż za szybko minął. Chodziłyśmy sobie na zakupy, do kina i miałam z kim pogadać szczerze. Miałam nadzieje, że niedługo znowu mnie odwiedzi.